'Zaczęłam zmęczona zdejmować z siebie ubrania i rzucać je w kąt pokoju. Wyszłam do łazienki by wziąć chłodny prysznic i móc zaraz odpłynąć w objęciach morfeusza. '
Poczułam nie przyjemy mocny ucisk na nogach. Delikatnie uchyliłam jeszcze posklejane od ropy oczy i się przeraziłam.
Przede mną siedział sobie w pidżamie sam we własnej osobie Harry Styles. Przetarłam zimną dłonią posklejane oczy i wysunęłam się nogami spod ucisku dupska loczka.- Kto cie tu wpuścił? - zapytałam jeszcze zachrypniętym głosem. - Ciebie też miło widzieć - powiedział ze śmiechem - twoja kochana Ciocia. I poczęstowała mnie nawet ciastkiem. - dokończył i zaczął machać mi pierniczkiem przed twarzą. - Fajnie, ale zjedz go zamiast machać mi nim. A co ty właściwie tu robisz? - znów zadałam mu pytanie. - Jest trzynasta. Nie miałem co robić w domu więc przyszedłem do ciebie. Mam sobie iść czy coś? - odpowiedział i spojrzał na mnie pytająco unosząc jedną brew ku górze. - Nie,nie zostań. Tylko po prostu byłam ciekawa co tu robisz. - odpowiedziałam z uśmiechem. - I co zamierzasz siedzieć cały dzień w pidżamie ? - kolejne pytanie. Loczek zaśmiał się pod nosem i wstał z łóżka. - Jak chcesz mogę ją zdjąć - powiedział prowokująco i odpiął pierwsze trzy guziki od koszuli. - Nie ! Nie,nie,nie ! Nie zdejmuj jej! Siedź se w niej ile chcesz! - krzyczałam zakrywając skrawkiem rękawa buzię by nie widział moich rumieńców. Przeklęte, zawszę się pojawiają kiedy ktoś mnie zawstydzi.Podobno są uroczę, ale ja nie widzę niczego uroczego w policzkach czerwonych jak pomidor. - Rumienisz się? - zagadał loczek, podszedł do mnie wyciągając ręce i łapiąc moje w nadgarstkach.Jak najmocniej przyciskałam dłonie do policzków by nie widział mojego zawstydzenia ale ten tylko odkrył mój kolejny czuły punkt - łaskotki. Zaczął delikatnie kręcić mi palcami pod pachą powodując że musiałam odpuścić i opuścić ręce w dół. - Nie lubię cię już! - krzyknęłam i usiadłam na łóżku strzelając focha oraz krzyżując ręce na piersi. - Się fochaj ile chcesz, ale i tak długo nie wytrzymasz- odpowiedział i usiadł obok obejmując mnie ramieniem. Grając dalej obrażoną odepchnęłam go i odsunęłam kilka centymetrów dalej. - Nie wygrasz....- powiedział ze śmiechem i ponowił swoje gęsty. Odwróciłam głowę w jego stronę i spojrzałam podejrzanie na jego burze loków,zaśmiałam się pod nosem. -Co cię tak śmieszy? -zapytał.
- Zabierz łapę,albo pójdę po prostownice. - zagroziłam i zaczęłam się głośno śmiać. Chłopak automatycznie zabrał ramię i pokręcił pokornie głową. - Jak możesz - poskarżył się a ja triumfalnie zaczęłam wytykać język w jego stronę. - Ot co 1:O dla mnie głupku - uśmiechnęłam się i zmierzyłam w stronę garderoby. Chłopak wstał i ruszył za mną. Stanął i zaczął się przyglądać moim ubraniom. - Chciałbym Cię kiedyś w tym zobaczyć. - powiedział i sięgnął po wieszak z moim kostiumem wzeszło rocznym na bal maskowy.- Może kiedyś - powiedziałam i wyrwałam mu ze śmiechem wieszak z rąk. - Co chcesz dzisiaj robić? - zapytałam próbując znaleźć coś odpowiedniego do ubrania. - Czy ja wiem, możemy iść do mnie.I obejrzeć jakieś filmy - odparł wzruszając lekko ramionami. - Możemy- zamruczałam pod nosem i wyszłam z uszykowanym kompletem ubrań do łazienki, loczek nadal łaził za mną.Odwróciłam się w jego stronę i powiedziałam zirytowana- Masz zamiar wszędzie za mną łazić? Tu ci nie wolno! - poskarżyłam się i trzasnęłam mu drzwiami przed twarzą. Zaczęłam przebierać się w uszykowane rzeczy którymi były jasne krótkie szorty i koszula w kwiatki którą wkładałam do środka spodni.Gdy usłyszałam pukanie do drzwi - może ci w czymś pomogę ? - słyszałam zachrypnięty głos Hazzy. - Spadaj! - krzyknęłam i wzięłam się za ułożenie włosów i delikatny makijaż. Gotowa otworzyłam drzwi i ujrzałam loczka szczerzącego zęby do zdjęć na ścianie. Podeszłam do niego i spojrzałam na zdjęcie~ ja ,moja mama i tata, siedzimy razem na kanapie i odgrywamy idealną rodzinkę. - Byłaś do niej podobna. - Wtrącił Harry i spojrzał na mnie unosząc kącik ust. - Wiem.. Wszyscy mówią że jesteśmy jak dwie krople wody. - zaśmiałam się. Odwróciłam się i zaczęłam kierować się schodami do wyjścia. - Ciociu będę u Harr'ego rzuciłam i wyszliśmy we dwoje przed domek. Zaczęliśmy iść w stronę domu Hazzy który mimo że był bardzo blisko i tak wszyscy sąsiedzi już zdążyli zobaczyć jego pidżamę która składała się z bokserek w małpki i luźnego podkoszulka. - Wiesz że wyglądasz komicznie ? - powiedziałam rozbawiona do mojego własnego goldena retrivera. On tylko spojrzał na mnie i wzruszył ramionami.
~ciąg dalszy już nie długo :) Przepraszam za opóźnienia ale nie miałam pomysłu na ten rozdział a i tak napisałam mało.. kolejny będzie dłuższy.Obiecuje :)
Fajneee *.* Dalej proszee ;*
OdpowiedzUsuń