Nie chętnie zaczęłam zsuwać z siebie kołdrę i podnosić po kolei kończyny z łóżka. Należę do
leniuchów. Lubie pospać czasem do jedenastej ewentualnie do piętnastej.
Każdy mój dzień zaczynał się zawszę od małej przebieżki po parku. Ale tutaj to raczej puki co nie możliwie
nie znam tych okolic i nawet nie wiem czy jest tutaj gdzieś w pobliżu park.
Odchylając drzwi od pokoju poczułam słodki aromat dżemu truskawkowego i czekolady oraz zapach podsmażanego słodkawego ciasta.
Wnioskując po tych zapachach to na pewno naleśniki. Zaczęłam schodzić na dół i pewna że zaraz
zobaczę Ojca w fartuchu który zawszę zakładał do gotowania , nagle oniemiałam. Stanęłam zdezorientowana w progu i zaczęłam ilustrować
kobietę stojącą na moich kuchennych kafelkach w samych kapciach, pidżamie i szlafroku.
Nieznajoma odkrywając że znalazłam się w kuchni, odstawiła patelnie na bok i zaczęła wyciągać z uśmiechem
w moją stronę ramiona. By nie wyjść na nie przyjazną uścisnęłam ją. - Charlotte jak ja cie dawno nie widziałam.Ostatni raz jak miałaś może siedem lat. Pewnie mnie nie pamiętasz - zgadła. Kojarzyłam trochę
te jej duże brązowe oczy skądś ale nie mogłam od razu założyć kim ona jest. Cicho się zaśmiała i pogłaskała mnie po ramieniu ciepłą dłonią . - Jestem Ciocia Nicolle, jestem siostrą twojego Ojca. -wyjaśniła i puszczając mnie poklepała na oparcie od krzesła przy stole - Siadaj zjesz coś. Mam nadzieje że lubisz naleśniki- powiedziała, i zaczęła nakładać mi pulchne okrągłe placki na talerz. - Dziękuję wystarczy mi - szepnęłam gdy zauważyłam że na moim talerzu zaczęło przybywać za dużo naleśników. Posmarowałam solidnie każdy kawałek placka i zaczęłam jeden za drugim wolno konsumować. Po chwili spostrzegłam w progu kuchni mojego uśmiechniętego, nie ogolonego ojczulka. - Dzień Dobry Panie. O Charlotte widzę że się już przywitałaś z Ciocią. - zagadał i dał jej całusa w policzek. - Tak.. poznałam.. To znaczy przywitałam się z Ciocią. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do obojga. - No to dobrze. I Charlotte, mam nadzieje że się ucieszysz. Od dzisiaj będziesz jeździć z Ciocią do pracy. Samą Cię w domu nie zostawię a ja muszę też iść do pracy, pozałatwiać formalności. - cicho westchnęłam i wstawiając odstawiłam talerz do zlewu. - Tato ale dobrze wiesz że chciałam pozwiedzać to i owo .Obiecałeś mi... - powiedziałam i westchnęłam cicho pod nosem. Wyjeżdżając do Londynu największą radość mi sprawiło to że będę mogła zobaczyć wszystkie te zabytki o których wszyscy ciągle tak mówią. Lubie odkrywać świat i zagłębiać się w historii różnych rzeczy. A jeśli to może odmienić chociaż w najmniejszy sposób moje nastawienie to tym bardziej chce to zrobić. - Słuchaj nie ma mowy! Nie zostawię cie samej. Masz zostać z Ciocią i koniec. - powiedział ojciec podnosząc nieco ton i wlepiając we mnie spojrzenie. - Ty nigdy nie patrzysz na to czego ja chce. Robisz wszystko by było ci wygodniej. Byś nie musiał się zamartwiać. Skąd wiesz że sobie nie poradzę? - krzyknęłam. Poczułam jak słone krople łez zaczynają mi spływać jedna po drugiej ciurkiem po policzku. Ścierałam każdą po kolei opuszkiem palców. Ciocia widząc że sytuacja robi się nie smaczna wstała i spojrzała na mnie z uśmiechem. - Jeśli nie chcesz jechać ze mną do pracy to rozumiem. A jeżeli już tak naprawdę chcesz pozwiedzać to na pewno znajdzie się ktoś to pójdzie i cie oprowadzi. - skierowała spojrzenie w stronę Ojca- dwa domy dalej mieszka osiemnastoletni chłopak. Zapytam go, czy by nie zechciał jej oprowadzić. Na pewno się zgodzi - powiedziała Ciocia przekonując Ojca. - Cholera! obcy chłopak ma ją oprowadzać po mieście? Czy ty się aby na pewno dobrze czujesz? - krzyknął oburzony Ojciec i spojrzał krzywo na swoją siostrę. - Nie przesadzasz? Przecież nie oddałam bym jej w ręce w jakiegoś zboczeńca. To porządny chłopak. Mieszka tu od dawna i nigdy nie widziałam by miał jakieś problemy.- zaczęłam lubić tą Ciocię. Otarłam resztę łez z policzków i podskoczyłam do niej obejmując ją od tyłu za szyje. - Widzisz? Ciocia załatwi mi już przewodnika więc nie masz o co się martwić. - Ojciec spojrzał na nas dwie jak na wariatki. - Skąd wyście się urwały co? - zażartował i wyszedł z kuchni. Spojrzałyśmy z Ciocią po sobie i równocześnie się zaśmiałyśmy - 1:O dla nas kwiatuszku - powiedziała rozbawiona i mocno mnie uścisnęła, niemal tak że miałam wrażenie jak bym miała zaraz przestać oddychać. - Leci na górę się ubrać, a ja do niego idę i zapytam. -poleciła mi a ja jak na rozkaz wybiegłam i zaczęłam kierować się schodami na górę do swojego pokoju. Znajdując się już w swoim pokoju i przechodząc do garderoby wpadłam w dylemat który na szczęście nie spotyka tylko mnie na tym świecie. Jak zwykle nie potrafiłam wybrać w co się ubiorę.Po dłuższym zastanowieniu się i przejrzeniu każdego ciuchu z osobna bo pięć razy, zdecydowałam się i zsunęłam z wieszaka ciemno niebieskie długie rurki do tego moją ukochaną czarną luźną koszulkę z białym napisem Ramones i na koniec czarne przenoszone conversy. Całość
wyglądała nieźle. Od mamy między innymi nauczyłam się dopierać ubrania. Zawszę mi doradzała w czym powinnam chodzić, jak chodzić, jak się malować i czym. Co do właśnie makijażu nigdy nie przesadzałam. Zawszę delikatnie tylko muskałam buzie jasnym pudrem i rzęsy okrywałam jedną warstwą tuszu by rzęsy wydawały się dłuższe. Kończąc się szykować spakowałam tylko swoje najpotrzebniejsze rzeczy takie jak, telefon,klucze, puder oraz portfel to czarnej skórzanej torby. Usłyszałam dzwonek z dołu. Schodząc już by otworzyć drzwi zobaczyłam kartkę na komodzie od Taty " Pojechałem do pracy, baw się dobrze ~Tata :) "
Bez zbędnych słów, cały tata. Znów rozległo się pukanie. Nerwowo podeszłam do drzwi i szarpnęłam za klamkę. Przed drzwiami stał wysoki chłopak z burzą loków i zielonymi oczami. Miał na sobie szare rurki z niskim krokiem,czarne conversy i... taką samą koszulkę jak ja. Spojrzałam w jego zielonkawe oliwkowe oczy i wybuchłam śmiechem. - Fajna koszulka - palnęłam i uśmiechnęłam się szeroko do niego. - Wiem, twoja też. - odpowiedział, miał miły przyjemny trochę zachrypiały głos.- Twoja Ciocia poprosiła mnie bym Cię oprowadził po Londynie. - wytłumaczył swoją obecność i poprawił sobie grzywkę która co chwile opadała mu na oczy. - Em, no wiem. Moment zamknę drzwi i możemy iść. - powiedziałam i zmniejszyłam odległość między nami stając obok niego i przymykając drzwi. Zamknęłam je do końca przeklucząjąc. Schowałam klucze z powrotem do torby i skierowałam wzrok w stronę chłopaka. - Tak w ogóle to jestem Charlotte. - powiedziałam znów śmiejąc się, ale tym razem nieco dyskretniej. - Ja jestem Harry- odpowiedział - idziemy ? - dodał i spojrzał na mnie pytająco na co ja tylko pokiwałam twierdząco głową. Zaczęliśmy schodzić po marmurowych schodach w dół. Chłopak nagle przystanął przy jakimś srebrnym sportowym aucie. Stanęłam obok niego i spojrzałam zdezorientowana. - Chyba nie myślisz że będziemy iść pieszo? - zaśmiał się i otworzył mi drzwi od strony pasażera. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie unosząc kąciki ust i usiadłam na miejscu. Lekko trzasnął drzwiami i obchodząc samochód poszedł wsiąść ze swojej strony. - To co chcesz zobaczyć w pierwszej kolejności? - zapytał odpalając silnik. - No nie wiem, to ty tu jesteś przewodnikiem. Ty proponuj. - powiedziałam śmiejąc się cicho pod nosem. - No jak wolisz. - odpowiedział. I zakończył w ten sposób naszą wymianę zdań.Większość drogi spędziliśmy w milczeniu. Co jakiś czas tylko mówił sam do siebie coś w stylu " CO ZA DEBIL"jak by to miało w czymś mu pomóc i trąbił zawzięcie na kierowców. A ja siedziałam i oglądałam to co się dzieje za oknem. Dzieci rzucające na przemian między sobą kauczukami. Kobiety przepychające się miedzy sobą by przejść z pełnymi rękoma toreb. Wszystko to samo. Niczym się nie różnią ludzie tutaj od ludzi w Polsce. Nagle samochód stanął. Rozejrzałam się przez okno badając otoczenie. Szeroki chodnik,słupki czarne odgradzające miejsca parkingowe od przestrzeni dla przechodniów, wysoki murek i.. Tamiza. Otworzyłam drzwi i zamykając je za sobą jak najprędzej podbiegłam do murka. Czułam jak chłodne świeże powietrze muska moją skórę i jak włosy rozwiewają mi się we wszystkie możliwe strony. Wzięłam jeden duży oddech i poczułam jak ktoś przejeżdża mi dłonią po plecach. Odwróciłam głowę odrobinę i zobaczyłam Harrego. - Może być? - zapytał. Wspięłam się delikatnie na palcach i musnęłam leciutko jego policzek. Chłopak uśmiechnął się dumny z siebie i ciągnąć mnie delikatnie za nadgarstek zaczął iść w wzdłuż Tamizy. Nie pytając o nic,ruszyłam za nim. - Ile lat tu mieszkasz? - zapytałam po chwili w ciszy. - W zasadzie od urodzenia. - odpowiedział i uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. -Skoro już ty pytasz to pozwól że też cie o coś zapytam...Gdzie wcześniej mieszkałaś? - zapytał i spojrzał na mnie oczekując odpowiedzi. - Przeprowadziłam się tutaj z Polski.
- Z Polski? - powtórzył po mnie jak by próbując zrozumieć.- a czemu się przeprowadziłaś ? - zapytał kolejny raz. A ja nie wiedziałam czy mam skłamać czy powiedzieć prawdę. - Przeprowadziłam się tutaj po śmierci Matki - zaufałam. - Moja mama zmarła miesiąc temu na raka. Nie dało się już jej pomóc. Była ona... cudowna kobietą. - uśmiechnęłam się do niego delikatnie i starłam opuszkiem palca słone łzy które zaczęły spływać mi już od samej myśli że jej już nie ma.- Przepraszam, nie musisz nic mówić. Przykro mi. - powiedział se skruchą i objął mnie delikatnie ramieniem. Ciepło które od niego biło było przyjemne. - Nie, nie przepraszaj mnie. To nie twoja wina przecież. Upewniłam go i przeszłam na bok by przycupnąć na drewnianej ławce.
Zielonooki usiadł obok mnie i delikatnie uśmiechnął się pokazując przy tym dołeczki. Przyglądał się dziewczyną z sąsiedniej ławki które najwidoczniej zainteresowane jego osobą zaczęły do niego machać i robić mu zdjęcia. Nie rozumiałam,po co komuś nieznajomemu robić zdjęcia? Zakpiłam z nich pod nosem i spojrzałam na wyraz twarzy lokowatego który właśnie patrzył na mnie zdezorientowany. - Po co one robią ci zdjęcia? - zapytałam - A to ty nie wiesz kim ja jestem? - zabrzmiało to trochę płytko. Kim on może do cholery być? Pokręciłam tylko bez słowa przecząco głową. Chłopak westchnął i zaczął - jestem członkiem zespołu One Direction, trochę dziwne że chociaż o nas nie słyszałaś no ale trudno. - że co? On jest jakaś gwiazdą? - Czyli.. - chciałam o coś zapytać ale ktoś.. nam przerwał. - Przepraszam możemy zrobić sobie z tobą zdjęcie ? -zapytała jedna z grupki dziewczyn. Harry bez zastanowienia wstał i zaczął pozować do zdjęć. Czułam na sobie zabójcze spojrzenia fanek, więc zniesmaczona zaistniałą sytuacją oddaliłam się od nich kawałek by zaczekać i nie przeszkadzać im w "sesji". Delikatnie wspięłam się na murek usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam oglądać wszystko co się działo po drugiej stronie. Ludzie przechodzący obok mnie patrzyli na mnie zdezorientowani, jak bym siedziała na jakimś pomniku nie na murze.Poczułam jak ktoś delikatnie obejmuje mnie od tyłu. Odwróciłam głowę o kilka stopni i zobaczyłam loki i oliwkowe oczy Harr'ego. - Masz duże branie- zażartowałam. - Zazdrosna? - zapytał rozbawiony i usiadł na przeciwko mnie. - Kpisz sobie chłopcze - odpowiedziałam i delikatnie wysunęłam koniuszek języka w jego stronę. Zaczynałam go lubić. Resztę czasu tego dnia spędziliśmy na gadaniu non stop o tym co lubimy,czym się interesujemy i przywoływaliśmy najcudowniejsze wspomnienia z dzieciństwa wnioskując że zrobilibyśmy wszystko by do nich wrócić.
Zaczęło się ściemniać i robić coraz chłodniej. - Może zaczniemy się zbierać? - zaproponowałam schodząc już z schłodniałego murka. Chłopak przytaknął z uśmiechem i obejmując mnie po przyjacielsku ramieniem zaczęliśmy się kierować w stronę auta.Całą drogę Hazza opowiadał mi o swoim zespole. Jak powstał i jaki jest dla niego ważny. Fajnie było by gdyby każdy chłopak umiał się tak odtworzyć przed dziewczyną i powiedzieć wszystko co myśli na dany temat.Podjechaliśmy pod mój dom. W kuchni świeciło się światło po czym mogłam wywnioskować że Ojciec jest już w domu. - Dziękuję za miły dzień. - uśmiechnęłam się ciepło do loczka i ucałowałam go lekko w policzek wychodząc z auta.Weszłam do domu rzucając torbą na stolik przy wejściu i skierowałam się do kuchni. - Cześć Tato- uśmiechnęłam się ciepło do ojca i usiadłam obok niego.- Cześć, cześć jak było? - zapytał nadzwyczajnie spokojnie. - Dobrze, zaprzyjaźniałam się dzisiaj trochę z Harrym.; - Z kim? - zapytał ojciec patrząc na mnie. - Z tym chłopakiem co mnie dzisiaj oprowadzał, Harry ma na imię.- ojciec nawet nie udawał zainteresowanego. Westchnęłam pod nosem i poszłam do siebie na górę. Zaczęłam zmęczona zdejmować z siebie ubrania i rzucać je w kąt pokoju. Wyszłam do łazienki by wziąć chłodny prysznic i móc zaraz odpłynąć w objęciach morfeusza.
Przepraszam że tak długo ale nie miałam weny.Proszę o komentowanie i wyrażanie swojej opinii. A teraz pragnę podziękować za pomoc
Podoba mi się; )
OdpowiedzUsuńNiesamowicie piszesz; ) Czekam na następny ; ) jak mozesz poinformuj mnie @1D_Daria bądź 35029706
http://pechowe-szczescie-czy-szczesliwy-pech.blogspot.com/ zapraszam do siebie; )