piątek, 14 września 2012

~2. You show me places that I've never been

~Obudził mnie rano świergot ptaków i słońce przebijające się przez białe firanki które wręcz tańczyły przy moim balkonie od podmuchu wiatru. Początek dnia zapowiadał się być miły....~

Nie chętnie zaczęłam zsuwać z siebie kołdrę i podnosić po  kolei   kończyny z łóżka. Należę do 

leniuchów. Lubie pospać czasem do jedenastej ewentualnie  do piętnastej.
Każdy mój dzień zaczynał się zawszę od małej przebieżki po parku. Ale tutaj to raczej puki co nie możliwie 

nie znam tych okolic i nawet nie wiem czy jest tutaj gdzieś w pobliżu park.
Odchylając drzwi od pokoju poczułam słodki aromat dżemu truskawkowego i czekolady oraz zapach podsmażanego słodkawego ciasta.
Wnioskując po tych zapachach to na pewno naleśniki. Zaczęłam schodzić na dół i pewna że zaraz 

zobaczę Ojca w fartuchu który zawszę zakładał do gotowania , nagle oniemiałam. Stanęłam zdezorientowana w progu i zaczęłam ilustrować 
kobietę stojącą na moich kuchennych kafelkach w samych kapciach, pidżamie i szlafroku.
Nieznajoma odkrywając że znalazłam się w kuchni, odstawiła patelnie na bok i zaczęła wyciągać z uśmiechem 

w moją stronę ramiona. By nie wyjść na nie przyjazną uścisnęłam ją. - Charlotte jak ja cie dawno nie widziałam.Ostatni raz jak miałaś może siedem lat. Pewnie mnie nie pamiętasz - zgadła. Kojarzyłam trochę 
te jej duże brązowe oczy skądś ale nie mogłam od razu założyć kim ona jest. Cicho się zaśmiała i pogłaskała mnie po ramieniu ciepłą dłonią . - Jestem Ciocia Nicolle, jestem siostrą twojego Ojca. -wyjaśniła i puszczając mnie poklepała na oparcie od krzesła przy stole - Siadaj zjesz coś. Mam nadzieje że lubisz naleśniki- powiedziała, i zaczęła nakładać mi pulchne okrągłe placki na talerz. - Dziękuję wystarczy mi - szepnęłam gdy zauważyłam że na moim talerzu zaczęło przybywać za dużo naleśników. Posmarowałam solidnie każdy kawałek placka i zaczęłam jeden za drugim wolno konsumować. Po chwili spostrzegłam w progu kuchni mojego uśmiechniętego, nie ogolonego ojczulka. - Dzień Dobry Panie. O Charlotte widzę że się już przywitałaś z Ciocią. - zagadał i dał jej całusa w policzek. - Tak.. poznałam.. To znaczy przywitałam się z Ciocią. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do obojga. - No to dobrze. I Charlotte, mam nadzieje że się ucieszysz. Od dzisiaj będziesz jeździć z Ciocią do pracy. Samą Cię w domu nie zostawię a ja  muszę też iść do pracy, pozałatwiać formalności. - cicho westchnęłam i wstawiając odstawiłam talerz do zlewu.  - Tato ale dobrze wiesz że chciałam pozwiedzać to i owo .Obiecałeś mi... - powiedziałam i westchnęłam cicho pod nosem. Wyjeżdżając do Londynu największą radość mi sprawiło to że będę mogła zobaczyć wszystkie te zabytki o których wszyscy ciągle tak mówią. Lubie odkrywać świat i zagłębiać się w historii różnych rzeczy.  A jeśli to może odmienić chociaż w najmniejszy sposób moje nastawienie to tym bardziej chce to zrobić. - Słuchaj nie ma mowy! Nie zostawię cie samej. Masz zostać z Ciocią i koniec. - powiedział ojciec podnosząc nieco ton i wlepiając we mnie spojrzenie. - Ty nigdy nie patrzysz na to czego ja chce. Robisz wszystko by było ci wygodniej. Byś nie musiał się zamartwiać. Skąd wiesz że sobie nie poradzę? - krzyknęłam. Poczułam jak słone krople łez zaczynają mi spływać jedna po drugiej ciurkiem po policzku. Ścierałam każdą po kolei opuszkiem palców. Ciocia widząc że sytuacja robi się nie smaczna wstała i spojrzała na mnie z uśmiechem. - Jeśli nie chcesz jechać ze mną do pracy to rozumiem. A jeżeli już tak naprawdę chcesz pozwiedzać to na pewno znajdzie się ktoś to pójdzie i cie oprowadzi. - skierowała spojrzenie w stronę Ojca- dwa domy dalej mieszka osiemnastoletni chłopak. Zapytam go, czy by nie zechciał jej oprowadzić. Na pewno się zgodzi - powiedziała Ciocia przekonując Ojca. - Cholera! obcy chłopak ma ją oprowadzać po mieście? Czy ty się aby na pewno dobrze czujesz? - krzyknął oburzony Ojciec i spojrzał krzywo na swoją siostrę. - Nie przesadzasz? Przecież nie oddałam bym jej w ręce w jakiegoś zboczeńca. To porządny chłopak. Mieszka tu od dawna i nigdy nie widziałam by miał jakieś problemy.- zaczęłam lubić tą Ciocię. Otarłam resztę łez z policzków i podskoczyłam do niej obejmując ją od tyłu za szyje. - Widzisz? Ciocia załatwi mi już przewodnika więc nie masz o co się martwić. - Ojciec spojrzał na nas dwie jak na wariatki. - Skąd wyście się urwały co? - zażartował i wyszedł z kuchni. Spojrzałyśmy z Ciocią po sobie i równocześnie się zaśmiałyśmy - 1:O dla nas kwiatuszku - powiedziała rozbawiona i mocno mnie uścisnęła, niemal tak że miałam wrażenie jak bym miała zaraz przestać oddychać. - Leci na górę się ubrać, a ja do niego idę i zapytam. -poleciła mi a ja jak na rozkaz wybiegłam i zaczęłam kierować się schodami na górę do swojego pokoju. Znajdując się już w swoim pokoju i przechodząc do garderoby wpadłam w dylemat który na szczęście nie spotyka tylko mnie na tym świecie. Jak zwykle nie potrafiłam wybrać w co się ubiorę.Po dłuższym zastanowieniu się i przejrzeniu każdego ciuchu z osobna bo pięć razy, zdecydowałam się i  zsunęłam z wieszaka ciemno niebieskie długie rurki do tego moją ukochaną czarną luźną koszulkę z białym  napisem Ramones i na koniec czarne przenoszone conversy. Całość 
wyglądała nieźle. Od mamy między innymi nauczyłam się dopierać ubrania. Zawszę mi doradzała w czym powinnam chodzić, jak chodzić, jak się malować i czym. Co do właśnie makijażu nigdy nie przesadzałam. Zawszę delikatnie tylko muskałam buzie jasnym pudrem i rzęsy okrywałam jedną warstwą tuszu by rzęsy wydawały się dłuższe. Kończąc się szykować spakowałam tylko swoje najpotrzebniejsze rzeczy takie jak, telefon,klucze, puder oraz portfel to czarnej skórzanej torby. Usłyszałam dzwonek z dołu. Schodząc już by otworzyć drzwi zobaczyłam kartkę na komodzie od Taty " Pojechałem do pracy, baw się dobrze ~Tata :) " 
Bez zbędnych słów, cały tata. Znów rozległo się pukanie. Nerwowo podeszłam do drzwi i szarpnęłam za klamkę. Przed drzwiami stał wysoki chłopak z burzą loków i zielonymi oczami. Miał na sobie szare rurki z niskim krokiem,czarne conversy i... taką samą koszulkę jak ja. Spojrzałam w jego zielonkawe oliwkowe oczy i wybuchłam śmiechem. - Fajna koszulka - palnęłam i uśmiechnęłam się szeroko do niego. - Wiem, twoja też. - odpowiedział, miał miły przyjemny trochę zachrypiały głos.- Twoja Ciocia poprosiła mnie bym Cię oprowadził po Londynie. - wytłumaczył swoją obecność i poprawił sobie grzywkę która co chwile opadała mu na oczy. - Em, no wiem. Moment zamknę drzwi i możemy iść. - powiedziałam i zmniejszyłam odległość między nami stając obok niego i przymykając drzwi. Zamknęłam je do końca przeklucząjąc. Schowałam klucze z powrotem do torby i skierowałam wzrok w stronę chłopaka. - Tak w ogóle to jestem 
Charlotte. - powiedziałam znów śmiejąc się, ale tym razem nieco dyskretniej. - Ja jestem Harry- odpowiedział - idziemy ? - dodał i spojrzał na mnie pytająco na co ja tylko pokiwałam twierdząco głową. Zaczęliśmy schodzić po marmurowych schodach w dół. Chłopak nagle przystanął przy jakimś srebrnym sportowym aucie. Stanęłam obok niego i spojrzałam zdezorientowana. - Chyba nie myślisz że będziemy iść pieszo? - zaśmiał się i otworzył mi drzwi od strony pasażera. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie unosząc kąciki ust i usiadłam na miejscu. Lekko trzasnął drzwiami i obchodząc samochód poszedł wsiąść ze swojej strony. - To co chcesz zobaczyć w pierwszej kolejności? - zapytał odpalając silnik. - No nie wiem, to ty tu jesteś przewodnikiem. Ty proponuj. - powiedziałam śmiejąc się cicho pod nosem. - No jak wolisz. - odpowiedział. I zakończył w ten sposób naszą wymianę zdań.Większość drogi spędziliśmy w milczeniu. Co jakiś czas tylko mówił sam do siebie  coś w stylu " CO ZA DEBIL"jak by to miało w czymś mu pomóc  i trąbił zawzięcie  na kierowców. A ja siedziałam i oglądałam to co się dzieje za oknem. Dzieci rzucające na przemian między sobą  kauczukami. Kobiety przepychające się miedzy sobą by przejść z pełnymi rękoma toreb. Wszystko to samo. Niczym się nie różnią ludzie tutaj od ludzi w Polsce. Nagle samochód stanął. Rozejrzałam się przez okno badając otoczenie. Szeroki chodnik,słupki czarne odgradzające miejsca parkingowe od przestrzeni dla przechodniów, wysoki murek i.. Tamiza.  Otworzyłam drzwi i zamykając je za sobą jak najprędzej podbiegłam do murka. Czułam jak chłodne świeże powietrze muska moją skórę i jak włosy rozwiewają mi się we wszystkie możliwe strony. Wzięłam jeden duży oddech i poczułam jak ktoś przejeżdża mi dłonią po plecach. Odwróciłam głowę odrobinę i zobaczyłam Harrego. - Może być? - zapytał. Wspięłam się delikatnie na palcach i musnęłam leciutko jego policzek. Chłopak uśmiechnął się dumny z siebie i ciągnąć mnie delikatnie za nadgarstek zaczął iść w wzdłuż Tamizy. Nie pytając o nic,ruszyłam za nim.  - Ile lat tu mieszkasz? - zapytałam po chwili w ciszy. - W zasadzie od urodzenia. - odpowiedział i uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. -Skoro już ty pytasz to pozwól że też cie o coś zapytam...Gdzie wcześniej mieszkałaś? - zapytał i spojrzał na mnie oczekując odpowiedzi. - Przeprowadziłam się tutaj z Polski. 
 - Z Polski? - powtórzył po mnie jak by próbując zrozumieć.- a czemu się przeprowadziłaś ? - zapytał kolejny raz. A ja nie wiedziałam czy mam skłamać czy powiedzieć prawdę. - Przeprowadziłam się tutaj po śmierci Matki - zaufałam. - Moja mama zmarła miesiąc temu na raka. Nie dało się już jej pomóc. Była ona... cudowna kobietą. - uśmiechnęłam się do niego delikatnie i starłam opuszkiem palca słone  łzy które zaczęły spływać mi już od samej myśli że jej już nie ma.- Przepraszam, nie musisz nic mówić. Przykro mi. - powiedział se skruchą i objął mnie delikatnie ramieniem. Ciepło które od niego biło było przyjemne. - Nie, nie przepraszaj mnie. To nie twoja wina przecież. Upewniłam go i przeszłam na bok by przycupnąć na drewnianej ławce.
Zielonooki usiadł obok mnie i delikatnie uśmiechnął się pokazując przy tym dołeczki. Przyglądał się dziewczyną z sąsiedniej ławki które najwidoczniej zainteresowane jego osobą zaczęły do niego machać i robić mu zdjęcia. Nie rozumiałam,po co komuś nieznajomemu robić zdjęcia? Zakpiłam z nich pod nosem i spojrzałam na wyraz twarzy lokowatego który właśnie patrzył na mnie zdezorientowany. - Po co one robią ci zdjęcia? - zapytałam - A to ty nie wiesz kim ja jestem? - zabrzmiało to trochę płytko. Kim on może do cholery być? Pokręciłam tylko bez słowa przecząco głową. Chłopak westchnął i zaczął - jestem członkiem zespołu One Direction, trochę dziwne że chociaż o nas nie słyszałaś no ale trudno. - że co? On jest jakaś gwiazdą? - Czyli.. - chciałam o coś zapytać ale ktoś.. nam przerwał. - Przepraszam możemy zrobić sobie z tobą zdjęcie ? -zapytała jedna z grupki dziewczyn. Harry bez zastanowienia wstał i zaczął pozować do zdjęć. Czułam na sobie zabójcze spojrzenia fanek, więc zniesmaczona zaistniałą sytuacją oddaliłam się od nich kawałek by zaczekać i nie przeszkadzać im w "sesji". Delikatnie wspięłam się na murek usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam oglądać wszystko co się działo po drugiej stronie. Ludzie przechodzący obok mnie patrzyli na mnie zdezorientowani, jak bym siedziała na jakimś pomniku nie na murze.Poczułam jak ktoś delikatnie obejmuje mnie od tyłu. Odwróciłam głowę o kilka stopni i zobaczyłam loki i oliwkowe oczy Harr'ego. - Masz duże branie- zażartowałam. - Zazdrosna? - zapytał rozbawiony i usiadł na przeciwko mnie.  - Kpisz sobie chłopcze - odpowiedziałam i delikatnie wysunęłam koniuszek języka w jego stronę. Zaczynałam go lubić. Resztę czasu tego dnia spędziliśmy na gadaniu non stop o tym co lubimy,czym się interesujemy i przywoływaliśmy najcudowniejsze wspomnienia z dzieciństwa wnioskując że zrobilibyśmy wszystko by do nich wrócić.  
Zaczęło się ściemniać i robić coraz chłodniej. - Może zaczniemy się zbierać? - zaproponowałam schodząc już z schłodniałego murka. Chłopak przytaknął z uśmiechem i obejmując mnie po przyjacielsku ramieniem zaczęliśmy się kierować w stronę auta.Całą drogę Hazza opowiadał mi o swoim zespole. Jak powstał i jaki jest dla niego ważny. Fajnie było by gdyby każdy chłopak umiał się tak odtworzyć przed dziewczyną i powiedzieć wszystko co myśli na dany temat.Podjechaliśmy pod mój dom. W kuchni świeciło się światło po czym mogłam wywnioskować że Ojciec jest już w domu. - Dziękuję za miły dzień. - uśmiechnęłam się ciepło do loczka i ucałowałam go lekko w policzek wychodząc z auta.Weszłam do domu rzucając torbą na  stolik przy wejściu i skierowałam się do kuchni. - Cześć Tato- uśmiechnęłam się ciepło do ojca i usiadłam obok niego.- Cześć, cześć jak było? - zapytał nadzwyczajnie spokojnie. - Dobrze, zaprzyjaźniałam się dzisiaj trochę z Harrym.; -  Z kim? - zapytał ojciec patrząc na mnie. - Z tym chłopakiem co mnie dzisiaj oprowadzał, Harry ma na imię.- ojciec nawet nie udawał zainteresowanego. Westchnęłam pod nosem i poszłam do siebie na górę. Zaczęłam zmęczona zdejmować z siebie ubrania i rzucać je w kąt pokoju. Wyszłam do łazienki by wziąć chłodny prysznic i móc zaraz odpłynąć w objęciach morfeusza. 




Przepraszam że tak długo ale nie miałam weny.Proszę o komentowanie i wyrażanie swojej opinii. A teraz pragnę podziękować   za pomoc 

@add7718  

sobota, 1 września 2012

1~And all I've done for want of wit, to memory now I can't recall

*Charlotte*
Dopinając już do końca ostatnią z starą powycieraną walizkę,zastanawiałam się czy na pewno tego chce. 
Gdy pomyśle chociaż przez moment o tych wszystkich zostawionych tu śladach o tych chwilach

spędzonych w tym domu nie potrafię odpowiedzieć czy byłam tu szczęśliwa.
Nigdy mi niby niczego nie brakowało. Rodzina, pieniądze,przyjaciele którzy zawszę 
stawali po mojej stronie to chyba wszystko czego można chcieć. Ale jednak w
tym wszystkim nie było niczego dobrego i idealnego, przy najmniej nie dla mnie ja tego nie dostrzegałam. Rodzina.. moja składała się jeszcze do wzeszłego miesiąca z
Ojca,  Matki i mnie, a dzisiaj bez tej najważniejszej kobiety w całym moim życiu.Kobiety której zawdzięczam
swoje życie,która nosiła mnie przez 9 miesięcy w sobie oraz przez 17 lat dbając,kochając po prostu dając od siebie wszystko co może, na co ją było najzwyczajniej w świecie stać. Pieniądze.. nigdy nie czułam by były mi specjalnie potrzebne dla mnie to było wszystko 
jedno czy były czy nie,one nigdy nie przykuwały mojej uwagi sama na siebie potrafię zarobić i to co dostane wystarczy. Przyjaciele.. byli gdy tylko chcieli.Gdy uznali za słuszne lub jak czegoś potrzebowali.
Nigdy nie potrzebowałam tak na prawdę przyjaciół. Moją przyjaciółką była moja  Matka. Ona jedyna mnie rozumiała, przynajmniej starała się.
Mogłam jej powiedzieć o wszystkim i zawszę. Może nie cały czas stawała po mojej stronie ale umiała mi doradzić kiedy tego bardzo potrzebowałam. Z Ojcem rozmowy na te wszystkie tematy na które rozmawiałam z nią zawszę kończyły się krzykami i trzaskaniem drzwiami. Nie rozumiał nawet nie chciał zrozumieć nie próbował.Ale nie miałam mu tego za złe. To przecież w gruncie rzeczy mój Ojciec niczemu nie jest winien. Każdy człowiek wszystko inaczej rozumie.
Charlotte? - zapomniałam o wszystkim o czym dotychczas myślałam i przeniosłam wzrok na Ojca który stał 

w progu i wpatrywał się we mnie  badawczo. 
-Słucham? - wydukałam. 
- Idziesz? Za 15 minut jedziemy na lotnisko. Czas zabrać rzeczy do auta. - powiedział stanowczo i pociągnął moją walizkę za sobą z łóżka. 
-Jasne- powiedziałam wzdychając i powoli ruszyłam za nim. 
Stanęłam jeszcze na chwile w progu i ostatni raz na zawszę rozejrzałam się po swoim pokoju. Stare poobdrapywane drewniane meble, wyblakłe plakaty na ścianach,wstrętny dobrze znany mi zapach rumu którym prześmierdł już dość dawno mój różowy dywan. Na pewno nie jest to dla nikogo wymarzony pokój ale będzie mi go mimo wszystko brakować.
-
Charlotte! - usłyszałam zdenerwowany krzyk ojca spod domu i rzuciłam się biegiem do drzwi. Wybiegłam przed dom i oddałam klucze wysokiej o blond włosach  kobiecie która ma zająć nasz dom .Mimo że zrobiłam to z uśmiechem na ustach i szybko wcale nie byłam pewna czy chce się stąd wyprowadzać.Byłam w połowie Brytyjką w połowie Polką.Ale zawszę czułam się w pełni że jestem tylko Polką. Mieszkałam w Poznaniu od urodzenia. A teraz po 17 latach mam się przeprowadzić do Londynu.Miasta do którego zawszę lgnie mnóstwo turystów jak by się czymś wyróżniało. Ludzie mówią że ma ciekawe historie, zabytki a sama panorama tego miasta zachwyca. Przecież każde miasto ma to wszystko i ludzie się nimi tak nie zachwycają. 
Całą drogę na lotnisko spędziliśmy w milczeniu. Tata nie należał do rozmownych. Nie lubił mówić zbędnych słów.A po śmierci mamy jeszcze więcej milczy. Nie wiem co można zrobić,wszyscy mówią wokół że to musi samo przejść... 
Nadjechaliśmy starym fiatem pod lotnisko. Wystawiliśmy pomału ciężkie już trochę nadużyte walizki z auta 
i oddając kluczyki jakiemuś facetowi z wypożyczalni zaczęliśmy się kierować już tylko na odprawę. Sprawdzanie paszportów i bagażów ciągnęło się jak by w  nieskończoność ale jednak w końcu dotarliśmy spokojnie do samolotu nadając tylko jeszcze po drodze bagaż na samolot. Z ulgą usiadłam na swoim fotelu który swoją drogą nie okazał się taki wygodny jak myślałam.Miałam tylko nadzieje że usiedzę w nim jakimś cudem cały lot.Dobrze że za  4 godziny będę już w Londynie. Ostatni raz byłam tam gdy miałam może z 7 lat. Pamiętam z tamtych czasów nie wiele coś jak by przez mgłę, najbardziej wbiła mi się w pamięć siostra mojego Taty. Którą wtedy poznałam. Nic praktycznie nie wiem o niej i o tym jak żyje. Mamy zamieszkać w domu obok który wystawił ktoś na sprzedaż.  Rodzina która go sprzedała została podobno deportowana do Niemiec.W szkole mówili nam że człowiek może zostać deportowany z kraju tylko za jakieś przestępstwo które może wpłynąć na nie korzyść miasta.  Zaczęłam się zastanawiać po co ludzie mają robić takie rzeczy. Po co robić komuś na złość czy to komukolwiek z nas coś da?Nie miałam siły już dłużej trawić się i głowić nad ludzką głupotą, wcisnęłam słuchawki w uszy z których leciały moje ulubione piosenki Korn i odpłynęłam. 
*4 godziny później **
Obudziłam się z zesztywniałem i obolałym karkiem. Fotele w tym samolocie do najlepszych nie należały posiedzieć w nich dwie godziny to pestka,ale usnąć i spać w tak nie fortunniej pozycji to potem katorga i męczarnia której nie poprawią żadne nawet  leki przeciwbólowe. 
Wychodząc z Ojcem z samolotu zaczęliśmy się kierować bez namysłu po nasze bagaże.
- Jak ja nienawidzę tych kolejek na lotnisku - zaczął narzekać pod nosem, a ja niestety byłam skazana by tego słuchać.. 
- Tato proszę cię daj spokój, jestem pewna że nikt na tym lotnisku nie ma przeciwnego zdania na ten temat I nikomu nie zależy na tym by stać tu i robić ci specjalnie kolejkę.  - powiedziałam by go uspokoić chociaż i tak znając go   to nic nie da bo nie zwrócił najmniejszej uwagi na to co do niego mówię. Tatuś.. kochający... i nie słuchający. Po jakiś czterdziestu pięciu minutach staliśmy już z naszymi bagażami przed lotniskiem próbując złapać jakąś taksówkę. Na próżno. Musieliśmy przejść spory kawałek na postój taksówek. Na szczęście gdy doszliśmy stało tam kilka. Podeszliśmy do najbliższej charakterystyczniej czarnej Landyjskiej taksówki i zapakowaliśmy walizki do bagażnika. Po kwadransie już przebijaliśmy się w stronę centrum. Mimo że Londyn nie uchodzi ze Miasto tłoczne to tylko pozory a pozory zawszę mylą. Sam dojazd do centrum zajął nam półtorej godziny bez żadnych korków, wszystko przez to  że jest aż taka duża liczba ruchu. Wreszcie dojechaliśmy pod nasz nowy dom. Okolica wydawała się być przyjazna. Pełno latarni, zieleni, kolorowe domy. Nasz dom niby się niczym nie wyróżniał ale jednak coś przykuło moją uwagę w nim. Nie wiem czy to były te grafitowe schody czy może duże okna. Zaczęliśmy wnosić z Ojcem walizki do środka, nie mogłam się doczekać kiedy zobaczę swój pokój więc od razu gdy zaniosłam ostatnią swoją walizkę do domu zaczęłam biegać po górnym piętrze, znalazłam na razie biuro taty w którym było dębowe biurko z komputerem i szafy, oraz przejście do sypialni za przesuwanymi drzwiami. Po przeciwnej stronie korytarza było duże dwu  drzwiowe wejście do kolejnego pokoju. Ostrożnie i pomału pociągnęłam je w  swoją stronę i ujrzałam coś cudownego. Za drzwiami był mój pokój. Ściany pomalowane na beżowo biało raz to na przemian z pomalowanymi wzorami kwiatów bliżej podłogi na której leżał w tym samym kolorze puchaty dywan.Pod jedną z ścian zaraz obok jakiś białych drzwi stało duże drewniane ciemno brązowe biurko z różnymi książkami i laptopem który wysłałam tydzień przed przyjazdem. Z drugiej strony pokoju pod ścianą stało wielkie łóżko z beżową pościelą w brązowo białe paski i z ciemno brązową framugą w kolorze biurka oraz komody stojącej przy wejściu do pokoju. Miałam tu nawet swój mini balkon. Odsłoniłam delikatnie długie białe firanki i wyszłam boso na chłodną posadzkę. Do daszku balkonu był przewiązany długi gruby sznur a na jego drugim końcu był fotel unoszący się może z 50 cm nad kafelkami. Nie mogłam się oprzeć widowi który stąd miałam. Mogłam podziwiać tutaj całą  okolice. Która po późnej godzinie, zaraz jak się ściemni i zapalą się latarnie wygląda tajemniczo i urokliwie.
Czując już małe mrowienie w palcach od zimna postanowiłam że wejdę z powrotem do domu. Zamknęłam delikatnie drzwi od balkonu uchylając je delikatnie by chłodne i świeże powietrze mogło dalej swobodnie wlatywać do pokoju.  Poczułam że robię się senna,no ale przecież muszę się jeszcze rozpakować. Skoro muszę to się za to zabiorę. Zaczęłam wnosić i rozwieszać ubrania z mojej walizki bo garderobie, tego co tam miałam nawet w połowie nie udało mi się zapełnić miejsca które tu jest.Pozostało mi tylko jeszcze porozwieszać ramki ze zdjęciami i wyjąć moje notesy.
Zdjęcie moje i mamy postawiłam zaraz przy łóżku na stoiku nocnym razem z pamiętnikiem, a resztę schować do szuflady w biurku. Zostało się umyć i położyć. Na szczęście nie należę do osób które spędzają dużo czasu w
łazience. Kwadrans w zupełności mi wystarczył by wziąć prysznic i umyć zęby. Przebrana w swoją ulubioną pidżamę w małpki schowałam się pod kołdrę i zamknęłam oczy by sunąć. Sen przyszedł szybko..  . >


Obudził mnie rano świergot ptaków i słońce przebijające się przez białe firanki które wręcz tańczyły przy moim balkonem od podmuchu wiatru. Początek dnia zapowiadał się być miły....



Mam pierwszy rozdział. Dziękuję 

@Nprzedzielewska za pomoc przy pisaniu pierwszego rozdziału <3